Umowa Spółki z o.o. – S24 czy wizyta u notariusza? cz. 2

Magdalena Bojaryn        17 lutego 2017        Komentarze (0)

W moim wczorajszym wpisie odpowiedziałam Ci na pytanie dlaczego warto stworzyć dopasowaną umowę spółki z o.o.. Umowę, która będzie odpowiadała potrzebom wspólników i rozwiązywała problemy na przyszłość.

Dziś trochę więcej szczegółów dotyczących ograniczeń związanych z zakładaniem spółki  z o.o. przez internet – czyli tzw. spółką S24.

Ostatnio podczas spotkania z klientami, którzy zastanawiają się w jakiej formie rozpocząć współpracę, usłyszałam takie stwierdzenie: „No bo przecież możemy zarejestrować spółkę z o.o. przez internet, a potem umowę spółki zmienić”.  Niby tak, ale… No właśnie.

Problem polega na tym, że zawierasz umowę spółki z o.o. według standardu jaki oferuje s24 (https://ekrs.ms.gov.pl) bez uwzględnienia indywidualnych potrzeb wspólników. Potem możesz dokonać zmiany umowy spółki, ale:

  1. na chwilę obecną (wczoraj ustalałam te kwestie telefonicznie na infolinii MS) możesz poprzez system internetowy zmienić jedynie adres spółki i jej siedzibę, kody PKD oraz wpisać zmiany zarządu i rady nadzorczej. Więc opcja – „teraz zarejestruję sobie spółkę tak jak jest to w S24 a potem dokonam zmian” na chwilę obecną nie wchodzi w grę. Z informacji jakie uzyskałam na infolinii wynika, że dalsze zmiany są testowane i powinny być wprowadzone do użytku w tym roku (!).
  2. jeżeli jakieś zmiany umowy spółki zostaną dokonane przed notariuszem, potem nie masz już możliwości aby zmieniać umowę przez S24.
  3. poza tym, uwierz mi, że jak będziesz miał te formalności załatwione, to dopóki Cię coś bardzo nie zaboli, jeżeli chodzi o treść umowy spółki, to będzie ostatnia rzecz o jakiej pomyślisz, żeby zrobić. Zajmiesz się biznesem i „nie będziesz miał czasu na głupoty jak zmiany umowy spółki”. 

 Wzór S24 czy umowa „na miarę”?

Pewnie zastanawiasz się dlaczego ten ogólny wzór umowy s24 nie jest według mnie dobry. Już Ci wyjaśniam,

Wyobraź sobie, że jako np. architekt chcesz razem ze swoim dobrym kolegą, który ma uprawnienia w branży instalacji sanitarnych i duże doświadczenie, razem świadczyć usługi projektowe na rzecz generalnych wykonawców robót budowlanych.

Dochodzicie do wniosku, że warto by było nie ryzykować własnym majątkiem, zwłaszcza, że kary umowne za niedochowanie terminów w branży budowlanej mogą być wysokie. Warto więc z generalnym wykonawcą występować jako spółka z o.o., tak żeby to spółka była stroną umowy.

Więc tak. Wspólników jest dwóch, więc rozkład sił 50/50. Co w przypadku kiedy nie dojdą do porozumienia na zgromadzeniu wspólników, co do podejmowania decyzji? Jeżeli będą w stanie ze sobą konstruktywnie rozmawiać i będą nastawieni ugodowo możliwe, że nie dojdą do patu decyzyjnego. Opcja: „musimy się dogadać, bo inaczej nie ruszymy” będzie działać jak obojgu wspólnikom będzie zależeć na tym, żeby spółka funkcjonowała i miała się dobrze. W sytuacji jednak, kiedy jednemu ze wspólników przestanie zależeć – drugiemu wspólnikowi pozostanie nic innego jak spróbować przeprowadzić sądownie likwidację spółki.

Jeden z moich klientów miał tak skonstruowaną umowę spółki z o.o., sporządzoną zresztą przez notariuszem, że będąc jednocześnie zarządem, nie mógł zwołać zwyczajnego zgromadzenia wspólników, żeby podjąć obowiązkowe uchwały dotyczące zatwierdzenia sprawozdania finansowego, absolutorium dla zarządu itp bo drugi wspólnik mający 70% udziałów nie stawiał się na Zgromadzenia. W umowie spółki zastrzeżone było quorum dla zgromadzeń – minimum 60% kapitału zakładowego i decyzje musiały zapadać większością 3/4 głosów.  Ewidentnie, wspólnik większościowy zagwarantował sobie monopol na decyzje w spółce i ją sparaliżował brakiem aktywności ze swojej strony.

Klient zgłosił się do mnie, kiedy sąd rejestrowy z powodu niezłożenia uchwał zwyczajnego zgromadzenia wspólników w przedmiocie zatwierdzenia sprawozdania finansowego spółki oraz odpowiednich dokumentów, nałożył na niego, jako prezesa zarządu, po raz kolejny grzywnę 10.000 zł, a komornik ściągnął mu tą kwotę z konta. 

Jak widzisz, brak właściwego uregulowania postanowień umowy spółki może spowodować spore problemy, nie tylko organizacyjne ale i finansowe. Dlatego tak ważne jest aby pomyśleć o tych kryzysowych sytuacjach wcześniej.

Wzór S24 a sposób pokrycia udziałów

Kolejną kwestią jest to w jaki sposób wspólnicy pokrywają swoje udziały. W przypadku S24 może to nastąpić tylko i wyłącznie w postaci wkładów pieniężnych. Wspólnicy po prostu muszą wpłacić określone sumy pieniędzy odpowiadające wielkości wartości ich udziałów.  A co jeżeli Twoim aportem jest know-how, i nie chcesz inwestować gotówki w spółkę?

Takich kwestii jest więcej. Zgoda na zbycie udziałów przez wspólnika, a nie Spółkę (czyli zarząd) jak jest w S24, dziedziczenie udziałów przez spadkobierców wspólnika. Czy chcesz, żeby żona Twojego wspólnika stała się również Twoją wspólniczką po jego śmierci? A co jeżeli Twój wspólnik jest rozwiedziony i ma małoletnie dzieci z poprzedniego związku i z obecnego? Czy chcesz musieć dogadywać się w takiej sytuacji z byłą żoną jako opiekunem prawnym ich dzieci i z obecną jako opiekunem prawnym dzieci z drugiego związku? Komu mają przypaść udziały w spółce w razie rozwodu Twojego wspólnika, albo Twojego rozwodu?

Jak widzisz kwestii do wzięcia pod uwagę jest sporo, sprawy nie są błahe ani łatwe do rozwiązania. Jednak, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Warto jednak przewidzieć pewne sprawy, po to aby zdarzenia losowe nie paraliżowały działania spółki.

Dowiesz się więcej przychodząc na szkolenie we wtorek 21 lutego 2017 do Business Linku w Łodzi, przy ul. Narutowicza 34. Godzina 9:00. Zapraszam!

Satysfakcja z wygranej – przedawniony dług

Magdalena Bojaryn        17 lutego 2017        2 komentarze

Jak myślicie, od czego zależy poziom satysfakcji z wygranej sprawy dla klienta? Czy od ilości wygranych zer? Czy też od wielkości mojego wynagrodzenia? Otóż ani jedno ani drugie. Wczoraj po raz kolejny przekonałam się, że cyfry w tym przypadku nie mają (dla mnie) znaczenia.

Poziom satysfakcji zależy od tego, jakie znaczenie ma wygrana sprawa dla mojego Klienta.

Na co dzień głównie pomagam firmom. Jednak czasem zdarza się, że do naszej Kancelarii trafi tzw. osoba z ulicy. W zeszłym roku trafiła do mnie, prosto z poczty, którą mamy tuż obok Pani Anna (imię zmienione) z nakazem zapłaty.

Pani Anna: rencistka, z I grupą inwalidzką, chodząca o kulach, z dochodem miesięcznym na poziomie 1000,00 zł.

Nakaz dotyczył długu, którego Pani Anna nawet dokładnie nie pamiętała. Wierzycielem był jeden z niestandaryzowanych sekurytyzacyjnych funduszy inwestycyjnych. Nakaz opiewał na kwotę ponad 1000 zł plus koszty procesu.  Fundusz zakupił dług od jednej z firm pożyczkowych, po numerze umowy pożyczkowej można było się domyślić, że chodzi o pożyczkę zaciągniętą w roku 2003. Należności z tytułu umowy pożyczki przedawniają się z upływem 3 lat.

Należność na pewno więc była przedawniona. Jednak, z uwagi na to, że wierzyciele przedawnionych wierzytelności często wpisują takich dłużników do rejestrów długów, moim celem było doprowadzenie do merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy czyli do oddalenia powództwa. Nie chciałam podnosić zarzutu przedawnienia na samym początku, w sprzeciwie od nakazu zapłaty. Wierzyciel, chcąc uniknąć oddalenia  powództwa, mógłby złożyć wniosek o cofnięcie pozwu bez zrzeczenia się roszczenia, co mogłoby doprowadzić do umorzenia postępowania, zamiast do rozstrzygnięcia meritum sporu.

Jednak wierzyciel po złożonym przeze mnie, w imieniu Pani Anny, sprzeciwie, i tak złożył wniosek o cofnięcie pozwu bez zrzeczenia się roszczenia. Widocznie, czuł co się święci.

Wyjaśnię Ci, że przed rozprawą, pozwany nie musi na cofnięcie pozwu wyrazić zgody. Jednak przepisy dają sądowi możliwość uznania takiego cofnięcia za niedopuszczalne. Więcej na ten temat możesz przeczytać w moim artykule tutaj.

Już po tym jak nakaz zapłaty stracił moc (skuteczne złożenie sprzeciwu w postępowaniu upominawczym daje taki efekt) wierzyciel dzwonił do Pani Anny domagając się zapłaty długu i wysłał pismo do niej informujące, że nakaz czeka na nadanie klauzuli wykonalności i że sprawa trafi do komornika. Pani Anna, nie miała wtedy środków na karcie (!) żeby do mnie zadzwonić. Przestraszyła się, pożyczyła niewielką sumę od sąsiadki  i wpłaciła je wierzycielowi. Dowiedziałam się o tym dopiero jak zadzwoniłam do klientki, po tym jak otrzymałam pismo o cofnięciu pozwu i chciałam jej powiedzieć, co uważam, że należy zrobić.

Uznałam, że w interesie Pani Anny jest aby sprzeciwić się takiemu cofnięciu. Jeżelibym tego nie zrobiła to sąd umorzyłby postępowanie i wierzyciel nadal mógłby przedawniony dług windykować, wpisać moją klientkę do rejestru długów. Tego Pani Anna chciała uniknąć.

Napisałam więc odpowiednie pismo do sądu sprzeciwiające się cofnięciu pozwu. Sąd w dniu wczorajszym wydał wyrok oddalający powództwo przeciwko Pani Annie. Wyrok jeszcze nie jest prawomocny, ale nie sądzę, żeby wierzyciel składał apelację.

Wartość przedmiotu sporu w wysokości 1000 zł, to relatywnie mała kwota, jednak dla mojej klientki stanowiła wysokość miesięcznych przychodów. W tym kontekście cyfry mają znaczenie.

Umowa spółki z o.o. – S24 czy wizyta u notariusza? Wstęp

Magdalena Bojaryn        16 lutego 2017        Komentarze (0)

mayor-917149_640Jak pewnie już wiecie 21 lutego br. w Business Link w Łodzi w ramach partnerskiej współpracy pomiędzy BL a naszą Kancelarią będę prowadzić krótkie szkolenie dla przedsiębiorców. Opowiem o plusach i minusach prowadzenia działalności gospodarczej w formie spółki z o.o. Chyba zostały jeszcze wolne miejsca – zapraszam!

Nie jest to rozwiązanie idealne, nie eliminuje wszystkich problemów indywidualnej działalności, ale daje możliwości i ochronę, których na pewno jednoosobowa działalność nie zapewnia. Po szczegóły zapraszam na wtorkowe spotkanie. A tymczasem dziś otwieram temat dotyczący umowy sp. z o.o.

Jeżeli chcesz założyć sp. z o.o. możliwości masz dwie: albo robisz to przez S24 (https://ekrs.ms.gov.pl) albo idziesz do notariusza.

S24 jest kusząca, bo jest tańsza. Nie musisz nigdzie wychodzić, sprawę załatwiasz od ręki przez internet.  Nad niczym się specjalnie nie zastanawiasz. Po prostu załatwiasz formalności. I działasz. Od razu masz za sobą zawarcie umowy spółki jak i jej zarejestrowanie. Kuszące, prawda? 🙂

Jeżeli chodzi o umowę przed notariuszem – trzeba ją stworzyć.A potem jeszcze należy zarejestrować sp. z o.o. w KRS. Więcej formalności i większe koszty. Co do umowy, to owszem można posłużyć się wzorem, ale skoro już angażujemy notariusza to można różne istotne kwestie związane podziałem sił w spółce, siłą głosów, dopłatami, możliwością wykluczenia wspólnika, zasad odbywania się zgromadzenia wspólników, możliwości podejmowania decyzji przez zarząd, okoliczności rozwiązania spółki, śmierci wspólnika itp. itd. poruszyć i ustalić. Wszystko po to, aby umowa spółki odzwierciedlała to jak ma funkcjonować spółka, aby zadziałała jak parasol ochronny w razie niezapowiedzianych okoliczności. I przede wszystkim, dobra umowa spółki spowoduje, że w razie zawirowań albo nawet konfliktu pomiędzy wspólnikami – spółka będzie mogła funkcjonować i nie dojdzie do jej paraliżu.

To wymaga wysiłku i zastanowienia się nad kwestiami drażliwymi i trudnymi. Wymaga też wyobrażenia sobie tego, co będzie jeżeli przyjdzie się wspólnikom rozstać? Co stanie się w razie śmierci wspólnika? Nie są to tematy łatwe ani przyjemne.

Pamiętaj, że jeżeli rozmawiasz o teoretycznym problemie, który może być zarówno Twój jak i Twojego wspólnika, będzie Ci łatwiej dojść do optymalnego rozwiązania. Dlatego o trudnych kwestiach warto rozmawiać zanim pojawi się problem.

Są tacy, którzy twierdzą, że biznes lubi prędkość. Ja uważam, że w pewnych kwestiach, które mogą w bardzo przykry sposób rzutować na biznes w przyszłości, pośpiech nie jest wskazany. Należy się nad kluczowymi zagadnieniami zastanowić i poświęcić im odpowiednią ilość czasu. To inwestycja na przyszłość. To trochę jak nauki przedmałżeńskie 🙂 Jak się okaże, że nie jesteś w stanie się dogadać ze swoim przyszłym wspólnikiem/wspólnikami, to może lepiej rozejść się teraz niż wchodzić do biznesu z kimś, z kim nie jesteś w stanie porozmawiać na trudne tematy. A wierz mi, w trakcie prowadzenia biznesu będzie ich mnóstwo.

Spotkałam się kiedyś z takim stwierdzeniem, że jak ktoś chce rozmawiać na początku tworzenia firmy o tym, co będzie jak się wspólnicy będą rozstawać, to znaczy, że nie jest gotowy, żeby być wspólnikiem. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Jest to moim zdaniem dojrzałe i przemyślane podejście do biznesu, które nie zakłada strategii „jakoś to będzie”, ale tworzy rzeczywistość i prostuje ważne kwestie na przyszłość, nie pozostawiając ich przypadkowi.

PS 1 Jeżeli chcesz zarejestrować sp. z o.o. i zastanawiasz się jak stworzyć dobra umowę spółki z o.o. – skontaktuj się ze mną. Chętnie odpowiem i doradzę, tak aby umowa spółki służyła spółce i wspólnikom.

PS 2 Zapraszam Cię na moje szkolenie w BL  – wtorek 21 lutego 2017, godz. 9:00. Dowiesz się o tym co warto w umowie spółki przewidzieć i jakie są konsekwencje pozostawienia tych kwestii samych sobie.

 

Zanim cokolwiek zrobisz sam …

Magdalena Bojaryn        02 lutego 2017        Komentarze (0)

abstract-autumn-backgrounds-beautiful-largePostanowiłam stworzyć nowy cykl na blogu „Zanim cokolwiek zrobisz sam …”. Będę Wam opowiadać o przypadkach kiedy podejmując jakieś kroki prawne, sami sobie możecie zaszkodzić. Nie zdając sobie sprawy z ich konsekwencji, nie wiecie tak na prawdę jakie skutki wywołujecie. To trochę tak jakbyście sami siebie leczyli, a potem do lekarza zgłosili się jak już nie jesteście w stanie wstać rano z łóżka. Można było wcześniej co innego zrobić, zadziałać, ale trzeba było wiedzieć co, jak i kiedy.

Przychodzę dzisiaj do Ciebie z wpisem dotyczącym konkretnego przypadku. Ot, z życia klienta wzięte. Nieświadomie klient storpedował swoje przyszłe działania podejmując kroki, co do których nie wiedział jakie mają konsekwencje prawne. Zwykły e-mail, który napisał do swojego kontrahenta, w konkretnym celu, spowodował, że tego celu nie osiągnął.

Posłuchaj.

Pewna drukarnia chciała sprzedać maszynę. Znalazła klienta, inną drukarnię. Strony, drogą elektroniczną wymieniły się fakturą pro forma na zaliczkę. W tym dokumencie, oprócz określenia nabywcy i sprzedawcy, były również warunki dotyczące ceny, dokładny opis maszyny. Dokument ten ze strony sprzedawcy został podpisany przez główną księgową i wysłany mailem przez panią sekretarkę do drugiej strony na ogólny adres mailowy.

Zaliczka w określonym na fakturze terminie nie wpłynęła na konto sprzedawcy, a w między czasie zmieniły się okoliczności i sprzedawca już nie chciał pozbywać się maszyny. Tydzień po terminie zaliczka została zapłacona przez kupującego.

Sprzedawca – właściciel firmy, napisał maila do kupującego, że prosi go o rozwiązanie umowy, bo okoliczności się zmieniły i maszyny sprzedawać nie chce.

Możliwe, że w trakcie czytania tego wpisu pojawiła Ci się wątpliwość co do tego czy umowa w ogóle skutecznie została zawarta. Warunki umowy na fakturze pro forma podpisała główna księgowa. Czy miała prawo do reprezentowania sprzedawcy? Jeżeli nie, to czy możemy mówić o skutecznym zawarciu umowy?

Kolejna kwestia dotyczy tego, że nie mamy od drugiej strony potwierdzenia, że fakturę pro forma ze swojej strony podpisała. Czy możemy więc mówić o tym, że strony się na cokolwiek zgodnie umówiły? Co prawda, sprzedający zapłacił na podstawie faktury pro forma zaliczkę. Możemy więc mówić o złożeniu oświadczenia woli przez kupującego w sposób dorozumiany. 

Jeżeli nawet główna księgowa w firmie sprzedającego nie miała umocowania do zawarcia umowy, to sam sprzedający mógł fakt zawarcia umowy potwierdzić. Niedoskonała pod kątem prawnym czynność dokonana przez księgową zostałaby się ważna i skuteczna.

A co zrobił właściciel firmy? Strzelił sobie sam w kolano. Pisząc prośbę o rozwiązanie umowy sprzedaży maszyny potwierdził jej zawarcie! Trudno więc będzie skutecznie wycofać się z takiej sytuacji twierdząc, że do zawarcia umowy nie doszło. Bo jeżeli do zawarcia umowy nie doszło to dlaczego sprzedawca prosił o jej rozwiązanie?

Każda bajka kończy się morałem.:) Z mojej opowieści morał płynie taki, żeby odpowiednio wcześnie skonsultować się z prawnikiem i nie podejmować samemu żadnych kroków. Chodzi o to, żebyś sam sobie nie zaszkodził. 

PS. Pamiętaj też, że od września 2016 mail ma większe znaczenie w obrocie gospodarczym – ma rangę formy dokumentowej usankcjonowanej w kodeksie cywilnym. Od tego czasu mail również jest dokumentem. 

Jak skutecznie zawrzeć umowę za pomocą maila lub smsa. Część 2.2. Mail

Magdalena Bojaryn        13 stycznia 2017        Komentarze (0)

office-notes-notepad-entrepreneur-38556-large

We wcześniejszym poście opowiedziałam Ci jak, po zmianach w kodeksie cywilnym we wrześniu 2016, zawrzeć umowę za pomocą rozmowy telefonicznej. Jest to możliwe dzięki wprowadzeniu tzw. formy dokumentowej.  Przypomnę Ci tylko, że zmiana ta jest ściśle związana z nową definicją dokumentu. Przeczytasz o tym więcej tutaj.

Od 08.09.2016 dokumentem jest nośnik informacji umożliwiający zapoznanie się z jej treścią.  Jest to więc również mail, zapisana rozmowa na tzw. czacie, czy też aplikacji Messenger na Facebooku, są to również nagrania, zdjęcia, kopie dokumentów.  Jednym słowem wszystko to co jest zapisane trwale na nośniku informacji i może być odtworzone.

Umowa zawarta za pomocą e-maila – nihil novi?

Myślisz sobie, że przecież od dawna, odkąd mail stał się powszechnym sposobem komunikacji w biznesie, umowy zawierane są za pomocą maila. Jednak w powszechnym rozumieniu, przyjęło się, że jeżeli warunki umowy zostały ustalone drogą mailową, to „nie był umowy”. Często słyszę takie sformułowanie od klientów.

Pamiętaj, że umowa zawarta za pomocą maila, jest obecnie umową zawartą w formie dokumentowej. Co Ci to daje?

Musisz przede wszystkim pamiętać, że potwierdzając warunki jakiejkolwiek umowy, dla której nie wymaga się pod rygorem nieważności formy pisemnej bądź wyższej, zawierasz umowę. Świadomość taka jest bardzo istotna, z punki widzenia tego, co potwierdzasz i na co się zgadzasz. Z jednej strony więc możesz od swojego kontrahenta wymagać, aby wykonał umowę zawartą w formie pisemnej. Z drugiej strony musisz pamiętać, że tego samego mogą wymagać od Ciebie.

Kolejna bardzo praktyczna rzecz to możliwość zmiany umowy i jej wypowiedzenie za pomocą maila pomiędzy wskazanymi w umowie osobami. Zobacz. Jeżeli zawierasz umowę w formie pisemnej np. na wykonanie strony internetowej i jakieś kwestie będą wymagały tego, żeby je ustalić później. Łatwiej będzie Tobie i Twojego kontrahentowi ustalić, że określone kwestie ustalicie mailowo, niż robić to za pomocą aneksów do umowy, które trzeba będzie podpisać, aby stały się obowiązujące.

Przeważnie zastrzega się w umowie zawartej w formie pisemnej, że jej zmiana dla swojej ważności wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności. Ma to ustrzec strony przed niekontrolowaną zmianą umowy w formie ustnej, co później trudno udowodnić. Teraz możesz zastrzec dla konkretnych postanowień umowy, że mogą być zmienione w formie mailowej, i będzie to forma dokumentowa.

Musisz tylko zadbać o prawidłowe postanowienia w umowie. Jeżeli nie wiesz jak je sformułować – napisz. Chętnie Ci pomogę.

Reprezentacja – ważna niezależnie od formy

Pamiętaj, że przy zawieraniu każdej umowy niezależnie od tego w jakiej formie, ważne jest to, kto składa oświadczenie woli, czy umowę zawiera osoba mająca prawo do reprezentowania danej firmy. O problemach związanych z nieprawidłową reprezentacją przy zawieraniu umowy pisałam tutaj.

Te same zasady przy reprezentowaniu firm dotyczą formy dokumentowej. Maila z potwierdzeniem warunków umowy musisz dostać od osoby, która ma prawo do reprezentowania firmy. Jeżeli to pracownik potwierdza warunki umowy, albo składa zamówienie, musi mieć do tego stosowne pełnomocnictwo. Bez prawidłowego umocowania nie możemy mówić o skutecznie zawartej umowie.

Identyfikacja nadawcy maila

Bardzo istotną kwestią jest to, czy potrafimy zidentyfikować nadawcę maila. Konfiguracje mogą być różne:

  1. maila ze skanem zamówienia podpisanym przez szefa firmy zamawiającego wysyła handlowiec
  2. maila z warunkami umowy w treści maila wysyła pracownik zajmujący się tymi sprawami w firmie
  3. maila z potwierdzeniem zamówienia dostajesz z imiennego adresu szefa firmy, z którą współpracujesz, ale w treści maila nie ma imienia i nazwiska osoby jak w aliasie adresu mailowego.

We wszystkich powyższych przykładach mamy do czynienia z formą dokumentową zawarcia umowy, jednak w każdym z tych przypadków pytanie zasadnicze brzmi: czy potrafisz zidentyfikować nadawcę maila? Pamiętaj, że wysłanie maila w tych przypadkach jest złożeniem oświadczenia woli, woli zawarcia umowy. Jeżeli ma wywrzeć skutek konieczne jest, aby to oświadczenie zostało złożone przez osobę mającą do tego umocowanie.

Warto, abyś sprawdził proces zawierania umów i ich realizacji w swojej firmie. Możliwe, że kilka modyfikacji sprawi, że Twój biznes będzie bezpieczniejszy.

Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie w tej sprawie napisać albo zadzwonić.