Otrzymałam dzisiaj uzasadnienie wyroku Sądu I instancji, w sprawie gospodarczej, gdzie Sąd tylko częściowo przyznał rację mojego klientowi, co do żądania pozwu.

Sąd uznał, że umowa w zakresie nakładania na drugą stronę kar umownych jest nieważna, ponieważ narusza w znaczny sposób zasadę równości kontraktowej i tym samym godzi w zasadę swobody umów.

Sąd uznał postanowienia dotyczące kar umownych za nieważne z następujących powodów:

  1. kary umowne zostały zastrzeżone tylko i wyłącznie na rzecz jednej ze stron (na rzecz powoda)
  2. w umowie były postanowienia, które powodowały, że tylko jedna ze stron (powód) mógł rozwiązać umowę, co z kolei powodowało możliwość nałożenia na stronę przeciwną obowiązku zapłaty kary umownej
  3. brak słuszności kontraktowej w zakresie wysokości kar oraz okoliczności ich żądania: chodzi o zasadność obciążeń kontraktowych po obu stromach.
  4. przewaga formalna i organizacyjna powoda (duża spółka akcyjna) nad pozwanym (jednoosobowa działalność gospodarcza),
  5. sformułowanie postanowień umowy w sposób skomplikowany w dużą ilością odesłań, co powoduje, że umowę trudno zrozumieć.

Ryzyko związane z powództwem mój klient znał. Wiedział jaką umowę ze swoim klientem zawarł i wiedział, że jest ona jednostronna.

Co więcej, ktoś tą umowę dla mojego klienta wcześniej przygotował, a klient – do czasu – był przekonany, że umowa jest dobra i w jego interesie, bo w tak dużym stopniu bo chroni jego biznes.

No właśnie. Klient miał okazję się przekonać, że w praktyce okazało się, że umowa wcale nie chroniła jego interesów. W efekcie, zlecił mi audyt umowy, który polegał również na wyrównaniu proporcji stron. Dzięki temu klient zyskał umowę, która ma szanse funkcjonować długo w biznesie bez zarzutów nieważności.

Podsumujmy więc, dlaczego nie warto zawierać jednostronnie korzystnych umów o bardzo skomplikowanym brzmieniu.

  1. nawet jeżeli Twój kontrahent nie przeczyta umowy do końca i ją zawrze, to możesz być pewien, że zawrze ją tylko raz, chcemy przecież współpracować z kimś, kto bierze nas pod uwagę, a nie wykorzystać okazję,
  2. nawet jeżeli jakieś zobowiązania nie są ujęte w umowie, to i tak są przepisy ogólne (kodeks cywilny) lub szczegółowe (np,. prawo autorskie, prawo budowlane), gdzie pewne zasady obowiązują niezależnie od tego, czy je do umowy włożysz czy nie; widziałam kilka umów, gdzie zobowiązania jednej ze stron było jednozdaniowe, a drugiej w postaci całych litanii; efektem oceny takiej umowy przez sąd może być właśnie stwierdzenie jej nieważności,
  3. jeżeli umowa jest równoważna i zrozumiała ułatwia proces negocjacji, jak pokażesz drugiej stronie umowę, która bierze pod uwagę również jej interesy będzie Ci łatwiej wynegocjować to na czym Ci naprawdę zależy, na zasadzie win – win, w ten sposób budujesz biznes na wspólnych wartościach i rzeczywiście będziesz robić biznes, a nie zastanawiać się czy i jak druga strona będzie chciała się wyplątać z umowy.

Mam nadzieję, że przekonałam Cię do tego, że branie w umowie interesów drugiej strony pod uwagę to nie oznaka słabości, ale siły. Pokazujesz, że wierzysz w to, że Twój produkt/usługa jest dobry/a i dajesz rękojmię, że ją dobrze wykonasz. Zabezpieczenia w umowie stosujesz adekwatnie do ryzyka – wtedy łatwo uzasadnić np. wysokość kar umownych albo wyłączenia odpowiedzialności.

Przykład. Jeżeli pośredniczysz przy zakupie np. dużych maszyn drukarskich i dla swojego odbiorcy nabywasz od sprzedawcy tą maszynę, aby potem ją odsprzedać. Jest to towar używanym sprawdzony przez odbiorcę, to nie będzie problemu, żeby wyłączyć odpowiedzialność z rękojmi. Towar jest używany, a wcześniej sprawdzony przez kupującego.

Natomiast jeżeli zaproponujesz wyłączenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi jak sprzedawca i producent towaru, nikt nie potraktuje Ciebie poważnie. Pierwsze co pomyśli Twój potencjalny klient, to że Twój towar jest kiepskiej jakości. Pisałam kiedyś o tym we wpisie „Nie czytałeś, nie podpisuj.” Negocjowałam z jedną z dużych firm umowę, gdzie był zapis o całkowitym wyłączeniu odpowiedzialności tej firmy, za to co robiła. Postanowienia zmienić nie chciała, umowy nie podpisałam. Jakoś nie lubię robić interesów, z kimś kto się na tyle boi czy coś zrobi dobrze, że na wszelki wypadek umywa ręce.

Czy gdybym w umowie z Tobą napisała Ci, że nie biorę odpowiedzialności za to co dla Ciebie napiszę i zrobię, chciałbyś ze mną współpracować?

Często u przedsiębiorców, po tym jak ktoś ich w biznesie oszukał, albo jak dużo stracili przez brak umowy albo przez umowę niedopasowaną do ich biznesu, obserwuję „zbrojenie się” ponad miarę pt. „Teraz już nikt mnie nie oszuka.” I powstaje potem umowa i zasady współpracy, które nie służą wcale biznesowi. W efekcie mogą nawet doprowadzić do jego zamknięcia.

Świat sprzyja odważnym.

 

 

Gdzie prawnicy szukają wiedzy?

Magdalena Bojaryn        12 listopada 2017        Komentarze (1)

Jakiś czas temu pisałam o tym, że nie warto, abyś nie radził się w sprawach prawnych dr. Google. O tym za co płacisz prawnikowi i czy wstydzisz się przyjść do prawnika, pisałam we wcześniejszych wpisach.  To dotyczy sytuacji kiedy nie jesteś prawnikiem i z tego powodu, nie jesteś w stanie zweryfikować tego co znalazłeś.

Możesz sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc.

A co jeżeli prawnik ma wątpliwości co do tego jak rozwiązać dany problem? Czy wiesz gdzie szuka informacji?

Myślę, że nie jestem w tym odosobniona i że schemat w większości przypadków jest bardzo podobny,

  1. pierwsza weryfikacja co do sposobu rozwiązania problemu to moja głowa i doświadczenie i odpowiedź na pytanie czy wiem jak dany problem rozwiązać. Jeżeli mam wątpliwości, czytam komentarz i patrz pkt. 2 i 3)
  2. jestem zdania, że nie trzeba wywarzać otwartych drzwi, więc konsultuję sprawę z moją wspólniczką oraz
  3. szukam informacji w internecie, głównie na blogach, albo idąc do konkretnej strony, albo trafiając i tak na bloga z weblexa 🙂 bo tak się dobrze pozycjonują 🙂

Tym sposobem, ogromną pomoc dostałam z wiedzy zgromadzonej na blogu radcy prawnego Moniki Markisz podatki-dla-prawnika.pl

Podatki to nie jest moja najmocniejsza strona, więc jak potrzebuję wsparcia w tym zakresie dla spraw swoich klientów, korzystam z pomocy specjalistów.

Monika Markisz przygotowywała też opinię prawną dla jednego z naszych klientów dot. cen transferowych.

Prywatnie też korzystałam z bloga Moniki Markisz weryfikując spadkową sprawę w mojej rodzinie. Tym przyjemniej jest współpracować z Moniką, bo jest to przesympatyczna i pomocna osoba 🙂

Kiedyś miałam też nietypową sprawę związaną z upadłościami. Jest to materia bliższa mi niż podatki, jednak przypadek klienta był na tyle nietypowy, że utknęłam. Chodziło o zabezpieczenia z umowy najmu, w sytuacji kiedy najemca ogłosił upadłość.

Szukając mojego nietypowego przypadku w internecie natknęłam się na bloga adwokata Wojciecha Piłata. Dzięki niemu dotarłam do ciekawych informacji praktycznych, bo mecenas Piłat ma wieloletnie doświadczenie w zakresie upadłości. Dlatego mam prawie 100% pewność, że szukając jakiegoś zagadnienia, prawie na pewno znajdę ten temat u niego na blogu.

Co więcej, w tej jednej konkretnej sprawie, w której szukałam pomocy, mecenas znalazł dla mnie czas, żeby podyskutować na nurtujący mnie temat!

Często zaglądam też na bloga rzecznika patentowego Mikołaja Lecha. Przeważanie szukam bardziej praktycznych informacji dotyczących ochrony znaków towarowych, którymi mogę pomóc sobie w pracy, a także konsultując kwestie, co do których po prostu mam wątpliwości.

Świetne jest to, że mogę wybrać w jaki sposób zapoznać się z danym tematem bo Mikołaj Lech publikuje w postaci podcastów i filmików.

Wszystkich moich czytelników, którzy szukają odpowiedzi na pytania podatkowe polecam Monikę Markisz. Tych których nurtują kwestie upadłościowe, niech zajrzą na blog mec. Wojciecha Piłata. A ci, którzy zastanawiają się czy i jak chronić swoją markę dobrze zrobią korzystając z praktycznej wiedzy na blogu Mikołaja Lecha.

Polecam! 🙂

„Zakładam spółkę z o.o.” [26.10.2017] 6 mitów na temat spółki z o.o.

Magdalena Bojaryn        19 października 2017        2 komentarze

Za tydzień 26.10.2017 w Business Link w Łodzi w ramach partnerskiej współpracy pomiędzy BL a naszą Kancelarią będę prowadzić krótkie szkolenie dla przedsiębiorców.

Opowiem o plusach i minusach prowadzenia działalności w formie spółki z o.o.

Dzięki temu szkoleniu dowiesz się czy sp. z o.o. jest dla Ciebie.

Jeżeli już wiesz, że chcesz wziąć w nim udział zarejestruj się i kup bilet tutaj: https://zakladamspzoo.evenea.pl/

Jeżeli jeszcze nie jesteś pewien posłuchaj. Oto kilka mitów dot. prowadzenia firmy w formie spółki z o.o., o których na pewno słyszałeś:

I. prowadzenie spółki z o.o. jest tylko dla dużych firm

I tak i nie. Znam jednoosobowe działalności gospodarcze z wielomilionowymi obrotami rocznie, zatrudniające ponad 100 osób, i znam prawie jednoosobowe spółki z o.o. nie zatrudniające nikogo.

To czy warto, żebyś przekształcił się bądź założył sp. z o.o. nie zależy tyle od wielkości działalności, ile od ryzyka, które ona ze sobą niesie. I oczywistym jest, że im większa firma tym większe ryzyko, ale tak na prawdę to ryzyko zależy od tego jaką działalność prowadzisz.

II. koszty prowadzenia działalności w formie sp. z o.o. są bardzo wysokie

To czy coś jest drogie czy niem, zależy od tego ile jesteś w stanie za to zapłacić, czyż nie?

Koszty założenia spółki z o.o. przy kapitale 5.000 zł u notariusza wynoszą ok. 1000 zł. Sporządzenie dopasowanej umowy spółki z o.o. kosztuje w naszej kancelarii również ok. 1000 zł. Powyższy koszt jest jednorazowy.

Duże znaczenie ma tutaj dobrze napisana umowa spółki, tak żebyś nie musiał jej od razu zmieniać.

Dodatkowo, o ile nie przyjmujesz często do grona wspólników nowych osób i nie podwyższasz często kapitału zakładowego to roczny koszt odpowiednich wpisów do KRS wynosi ok. 350 zł.

Samodzielne przygotowanie standardowych rocznych wniosków do KRS też nie jest trudne. Można to zrobić samemu, albo zlecić prawnikowi. Co też nie jest drogie bo kosztuje kilkaset złotych.

Czy to jest dużo dla Ciebie?

III. dzięki spółce z o.o. nie muszę płacić składek ZUS

To zależy. Można ułożyć swoją działalność tak, że nie będąc przedsiębiorcą nie płacić składek ZUS. Tylko trzeba pamiętać, że nie ma się również publicznej opieki zdrowotnej, co ma znaczenie przy nagłych wypadkach. Bo do dentysty z NFZ to rzadko kto chodzi.

Można też wewnątrz spółki tak ułożyć umowy, żeby składki były najmniej obciążające, a jednocześnie żebyś mógł pobierać wynagrodzenie ze spółki, od którego spółka nie musi płacić składek ZUS.

O tym będziemy mówić na szkoleniu we czwartek 26.10.2017. Jeżeli już wiesz, że chcesz przyjść zarejestruj się i kup bilet tutaj: https://zakladamspzoo.evenea.pl/

IV. spółka z o.o. odpowiada do wysokości kapitału zakładowego

Dziwisz się? 🙂 Mnie też za każdym razem takie stwierdzenie dziwi.

Ten pogląd, myślę, wynika z nazwy spółki, że jest z ograniczoną odpowiedzialnością. Niestety to nie jest prawda.

Jeżeli Twoja spółka z o.o. ma kapitał zakładowy w wysokości 5.000 zł to nie znaczy, że odpowiada za zobowiązania do wysokości tej kwoty.

Do wysokości sumy komandytowej odpowiadają komandytariusze w spółce komandytowej. Spółka z o.o. odpowiada za wszystkie swoje zobowiązania do pełnej wysokości.

V. dzięki spółce z o.o. mogę całkowicie uniknąć odpowiedzialności swoim prywatnym majątkiem

Jeżeli w ten sposób myślisz, to radzę żebyś w ogóle nie podejmował żadnej działalności gospodarczej.

Dlaczego? Bo dobrze, jak w obrocie gospodarczym są firmy, które poważnie traktują swoich kontrahentów, czyli m in. mnie czyli chcą wywiązywać się ze swoich zobowiązań.

Tak, wiadomo, że biznes wiąże się z ryzykiem. Ono zawsze występuje. Warto jednak firmę prowadzić z głową i rozważnie, dbając również o aspekt prawny biznesu. Podczas prowadzenia firmy windykacyjnej wiele razy słyszałam historie o biznesach na tzw. „gębę”, które położyły firmę, albo przysporzyły jej wiele problemów.

Życzę Ci,  żebyś nigdy się nie postawił samego siebie w takiej sytuacji.

Poza tym, spółka z o.o. nie powoduje automatycznie, że Ty ze swoim prywatnym majątkiem jesteś całkowicie bezpieczny. Jeżeli w swojej spółce będziesz pełnił funkcję w zarządzie, musisz pamiętać o art. 299 k.s.h. Jest też szereg czynników, które musisz wziąć pod uwagę przy zarządzaniu swoim prywatnym majątkiem, aby go zabezpieczyć.

Jest wprawdzie forma działalności, w której członkowie zarządu nie odpowiadają za prywatne zobowiązania (nadal odpowiadają za zobowiązania publicznoprawne), jednak jest to dosyć drogie rozwiązanie.

Będę o tym mówić również podczas szkolenia 26.10.2017.

Już wiesz, że chcesz do nas dołączyć ? Zapraszam tutaj: https://zakladamspzoo.evenea.pl/, gdzie możesz się zarejestrować i kupić bilet.

VI. prowadzenie działalności w formie spółki z o.o. jest skomplikowane

Hmm.. Ja w ten sposób prowadzę jedną z działalności od ponad 13 lat, więc jest to dla mnie chleb powszedni. Wszystko zależy od tego jaką działalność prowadzisz. Co robisz w swoim biznesie.

I moim zdaniem skomplikowanie nie będzie wynikało z jej formy w tym przypadku. Owszem, masz obowiązek prowadzenia pełnej księgowości, musisz więc mieć księgową, która księgi poprowadzi. Potrzebujesz włożyć trochę wysiłku w poukładanie procesów w środku firmy i zoptymalizowanie jej podatkowo.

Nie demonizowałabym jednak stopnia skomplikowania.

To tyle jeżeli chodzi o legendy.

Jeżeli chcesz wiedzieć jak jest na prawdę – spotkaj się ze mną i innymi przedsiębiorcami 26.10.2017 w Business Linku (organizator szkolenia) w Łodzi.

Zaczynamy o 9:00 dobra kawą i krótkim networkingiem 🙂

Bilety znajdziesz tutaj: https://zakladamspzoo.evenea.pl/

 

 

 

Czy wstydzisz się przyjść do prawnika?

Magdalena Bojaryn        10 października 2017        5 komentarzy

pomoc prawnaKtóregoś dnia czytałam wieczorem „Bezmarketing” Strattena. Tak na marginesie bardzo polecam Ci tą książkę. Stratten opisywał problem zaufania przyszłych klientów w biznesach, gdzie ma to duże znaczenie.

Stratten dał taki przykład.

Firma pomagająca swoim klientom uporządkować przestrzeń w domu (taka firma typu Perfekcyjna Pani Domu tylko nie w telewizji:)) zmaga się z tym, żeby klient chciał wpuścić ją do swojego domu. Problemem jest to, że taki klient wstydzi się tego jak bardzo jego dom wymaga pomocy.

Zadałam sobie więc pytanie czy Ty również wstydzisz się pokazać swoją firmę od środka i to blokuje Cię przed skorzystaniem z moich usług.

Wydawało mi się to raczej mało realne, ale moje zdanie miało znikomą wartość poznawcza. 🙂 Popytałam więc wśród znajomych i okazało się, że to może być realny problem po Twojej stronie – po stronie mojego klienta.

Bo przecież jesteś szefem

Nie sądziłam wcześniej, że możesz wstydzić się tego, żeby do mnie przyjść.

Że możesz nie chcieć pokazać mi, że umowy, które zawierasz nie są dopracowane. Co więcej, że wcale umów jako takich nie zawierasz, choć już nie raz kosztowało Cię to sporo pieniędzy i czasu.

Że możesz wstydzić się tego, że czegoś nie wiesz, albo że przez taki długi czas robiłeś coś źle. Przecież jesteś szefem.

Że możesz nie chcieć mi pokazać, że nie wiesz jak się zabrać do tego, żeby uzdrowić procesy prawne w Twojej firmie. Bo powinieneś to wiedzieć. Przecież jesteś szefem.

A wymówek masz aż nadto:

  1. bo przecież Twoja firma od ponad 10- lat działa na rynku i …działa, więc po co cokolwiek zmieniać?
  2. bo przecież jak zaczniesz przeprowadzać zmiany to pracownicy będą protestować i tak sporo czasu zajęło Ci nauczenie obsługi CRM i było ciężko,
  3. bo będziesz musiał pilnować wprowadzonych zmian, przez długi czas weryfikować czy pracownicy Cię zrozumieli, czy nowy sposób postępowania jest rzeczywiście wdrożony,
  4. ba! sam będziesz musiał te zmiany zaakceptować i być konsekwentnym w ich stosowaniu,
  5. bo przecież klienci tego nie zaakceptują i ich stracisz,
  6. bo nie masz czasu na to, żeby poznać co należy zrobić, uczestniczyć w zmianie i ją wdrożyć,
  7. bo prawnik jest drogi i na pewno Cię na niego nie stać,
  8. bo może chcesz, żeby kancelaria została Twoim klientem i nie chcesz się pokazywać ze słabej strony.

Powyższa lista jest dłuższa niż te 8 punktów. Sama ją wielokrotnie przerabiałam na samej sobie jak stałam przed zmianami w swojej firmie i jak wielokrotnie ponosiłam porażkę, żeby je wdrożyć.

Wiem z czym się możesz mierzyć

Na prawdę jest sporo prawdy w tym, że szef stanowi największą przeszkodę w rozwoju firmy. A pokora to jedna z pierwszych lekcji jaką trzeba odrobić prowadząc własną firmę.

To, że ją założyłeś nie czyni Cię ani nieomylnym ani wszechwiedzącym. Jest wręcz przeciwnie. Twoja firma, Twoi pracownicy, Twoi współpracownicy mogą Cię wiele nauczyć, jak tylko im na to pozwolisz.

Zmiana będzie Ci odtąd towarzyszyć nieustannie

Kiedyś mówiono, że jedyne dwie pewne rzeczy w życiu to śmierć i podatki. Biorąc pod uwagę wzrastające tempo życia jakie obserwujemy przez ostatnie 10 lat – możemy z pewnością dodać trzecią rzecz, która również jest pewna. To zmiana.

20 lat temu byłam jeszcze w szkole, biznes był dla mnie czymś teoretycznym Choć już na studiach zaczęłam uczyć angielskiego, żeby mieć własne pieniądze. No i wcześniej, jak miałam kilka lat uwielbiałam pomagać babci w prowadzeniu kiosku ruchu. Moim marzeniem było wtedy, żeby zostać „kioskarką” 😉 Myślę, że żyłkę przedsiębiorczości mam po babci właśnie.

Prawo też się nieustannie zmienia. Całe szczęście, że wolniej niż nowoczesne technologie 🙂 Choć jak patrzę na częstotliwość szkoleń z VAT to mam mieszane uczucia 😉

Jako przedsiębiorca nie możesz wiedzieć wszystkiego. Jak będziesz próbował robić wszystko – stracisz kontrolę i zdrowie.

Jak to wygląda u nas w Kancelarii

Rozwiązując problem prawny dla klienta, wiemy, że trzeba będzie wziąć pod uwagę aspekty biznesowe, podatkowe, sprzedażowe itp. itd. Prawo ma służebną rolę wobec biznesu. Nie na odwrót.

Skąd to wiemy?

Mam za sobą kilkunastoletnie doświadczenie w prowadzeniu spółki z o.o. i przez cały ten czas towarzyszę moim klientom w ich zmaganiach w prowadzeniu firm. Moja wspólniczka Marta Kacprzyk ma z sobą 10 lat w korporacji, dla której nadal świadczy pomoc prawną.

Wiem, że przykładowo zorganizowanie loterii w firmie pociąga za sobą określone skutki podatkowe – dla firmy i dla uczestników. Wiem, że trzeba o to zadbać – ale nie znam się na podatkach. Co robię?

Kupuję tą wiedzę dla Ciebie od kogoś innego. Nie „przeszukuję internetu” w celu znalezienia rozwiązania, bo wiem, że nawet jak znajdę jakąś odpowiedź to i tak z racji braku specjalizacji w tym kierunku nie ocenię prawidłowo czy to, co znalazłam jest słuszne.

Nie będę wiedzieć, czy czegoś nie pominęłam. Poza tym szkoda mi na to czasu. Mogę w tym czasie zrobić dobrze to, na czym się znam.

Zamiast końca…

Jak widzisz, nie musisz się wstydzić, żeby do mnie przyjść z problemem, bo wiem z czym się możesz mierzyć.

Bardzo cenię współpracę z ludźmi, którzy są szczerzy wobec siebie i innych, widzą swoje wady i chcą nad nimi pracować. Dzięki temu możemy zbudować mocną, zdrową relację.

Poza tym – pamiętaj, że radca prawny to trochę jak ksiądz. Wiąże mnie tajemnica zawodowa. Nawet jakbyś mi pozwolił ujawnić jakieś informacje to i tak nie mogę 🙂 Wszystko czego dowiedziałam się przy świadczeniu pomocy prawnej mam obowiązek zachować dla siebie. To podstawowa zasada wykonywania mojego zawodu. Bardzo ważna.

Jednak przede wszystkim pamiętaj, że jeżeli dla Ciebie ma znaczenie to jak Cię widzę i czy Cię oceniam, to zwróć proszę uwagę również na to, że ważniejsze jest dla mnie to, że ktoś pomimo tego, że boi się zmian, mierzy się z wyzwaniem, cały czas się rozwija i uczy.

Nie musisz się więc wstydzić tego, że chcesz ulepszyć swoją firmę.

Chętnie Ci w tym pomogę.

PS Nasza Kancelaria uczestniczy w programie Pawła Królaka corazlepszafirma.pl. Bo cały czas się uczymy.

„Ależ jestem pewien, że zajmie to Pani najwyżej 15 minut!” – takie słowa usłyszałam ostatnio w rozmowie z potencjalnym klientem, kiedy przekazałam mu informację ile kosztuje audyt umowy.

Od zawsze mam problem czy powinnam rozliczać się z klientami poprzez stawkę godzinową czy też za wykonaną pracę. Staram się dostosować sposób rozliczania do Klienta, choć czasem mam wrażenie, że w tej sprawie to powinno być odwrotnie.

Jednak wygrywa u mnie potrzeba wyjścia na przeciw potrzebom klientów i staram się, aby firmy i osoby fizyczne z którymi współpracuję czuły się ze mną komfortowo.

Czasem ilość poświęconego czasu na daną sprawę, choćby z uwagi na ilość dokumentacji (czasem czytanie akt zajmuje większość czasu poświęcanego na sprawę) i potrzebnego research’u, wymaga zastosowania stawki godzinowej.

Czasem rozwiązanie sprawy nie wymaga dużej ilości czasu, bo mając ponad 14 letnie doświadczenie w pracy prawnika, bardzo szybko daną kwestię rozwiązuję. Wtedy stawka jest ryczałtowa.

Czy klient jest zadowolony jak szybko rozwiąże się mu problem?

Z tym bywa różnie. To jest trochę jak z tą anegdotą o naprawie bardzo drogiego jachtu, gdzie naprawa polegała na stuknięciu młotkiem w odpowiednie miejsce, a rachunek za naprawę opiewał na bardzo dużą sumę już wcześniej uzgodnioną. Kiedy właściciel jachtu oburzył się, że za stuknięciem młotkiem ma tyle zapłacić, wykonawca powiedział mu, że to za wiedzę, gdzie stuknąć, a nie za samo stuknięcie. 🙂

I wydaje mi się, że w tym tkwi sedno pracy dobrego prawnika, że wie gdzie i jak uderzyć.

No więc jak się ze mną rozliczasz i za co mi płacisz?

Będąc specjalistą w danej dziedzinie wiem gdzie szukać, o co pytać, wiem co jest ważne, nie chwytam się wszystkich wątków i sznurków.

Jeżeli dana sprawa jest dla mnie jasna, nie będę udawać, że zajęło mi to mnóstwo czasu. Bo nie płacisz mi za to, żebym się na Twojej sprawie uczyła, tylko za pracę nad Twoją sprawą.

Jeżeli w danej sprawie potrzebny jest research, uczciwie Ci o tym powiem i umówię się na wynagrodzenie za mój czas poświęcony na poszukiwanie informacji i badanie sprawy.

Przeważnie wiem na ile dana sprawa jest skomplikowana i ile kosztuje moja praca przy niej. Każdy prawnik z doświadczeniem będzie to wiedział.
W niektórych przypadkach, to nie od prawnika zależy ilość poświęconego czasu np. ilość rozpraw w sądzie w danej sprawie, czas trwania negocjacji, wtedy przeważnie umówię się z Tobą na stawkę godzinową, aby było uczciwie.

Weźmy choćby audyt umowy. Najczęstsza usługa prawna.
Prawie każdemu się wydaje, że w internecie można znaleźć prawie wszystko i w sumie „umowa już jest prawie gotowa” tylko trzeba „rzucić okiem”. To przytaczane wyżej „15 minut”.

Jedną z moich „umownych” specjalizacji jest umowa najmu. Analizując taką umowę np. zawartą z firmą, od razu sprawdzam najważniejsze punkty (okresy wypowiedzenia i podstawy, rozliczenia nakładów, protokoły zdawczo – odbiorcze, kwestie związane z kosztami windykacji).
Wiem, gdzie powinna mi się zapalić czerwona lampka.

Po wielu przepracowanych umowach i rozwiązanych problemach – potrafię podać Ci przykłady, na podstawie których wypracujemy rozwiązania optymalne dla Ciebie.

Poza tym umowa ma być dostosowana do Ciebie i Twojej sytuacji, więc zawsze mam pytania precyzujące moją wiedzę, tak żebym mogła umowę dostosować do Twoich potrzeb.
Tym się różnię od internetu i radcy prawnego Google :).

A potem analizuję całość. Co można znaleźć? Np. brak postanowienia dotyczącego doliczana VAT do ustalonej ceny co powoduje, że cena podana w umowie jest ceną brutto.
Taki „drobiazg”, ale obniża on wartość kontraktu i Twojego zarobku o prawie 20 %.

I za to mi płacisz. Za doświadczenie, podejście i wiedzę. Dokładnie w tej kolejności.

Nie za 15 minut mojej pracy, choć w przypadku audytu umowy to nigdy nie jest 15 minut. Przeważnie całość zamyka się w 3-4 godzinach pracy i współpracy, przy średniej wielkości umowie. Jeżeli do tego dochodzą negocjacje z drugą stroną i weryfikacja zmian – zamykamy się w 6-8 godzinach.

Ciekawa jestem jak Ty wolisz się rozliczać ze współpracy z prawnikiem? Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna.

PS Klient, który wiedział ile mi zajmie sprawdzenie umowy („tylko 15 minut”) nie przysłał jej do audytu.