Najbardziej niebezpieczny biznes w Polsce.

Magdalena Bojaryn        22 stycznia 2018        11 komentarzy

Mam nadzieję, że wybaczysz mi tytuł wpisu rodem z wiadomej prasy, ale bardzo zależy mi, żebyś potraktował tą informacje poważnie. 

Wiesz jakiemu klientowi nie muszę tłumaczyć za bardzo, że powinien coś zrobić? Takiemu, który stracił prawie wszystko, zaniedbując sprawy prawne w firmie. On już wie, że powinien był coś zrobić wcześniej i ja mu już nie muszę mówić, że należy coś zmienić. Od tego momentu rozmawiamy co zrobić i jak, a nie czy coś zrobić.

Bo tak, jak nam wydaje, że ciężka choroba nigdy nie dotknie nas i naszych bliskich, tak wydaje nam się, że skoro od np.10 lat prowadzę biznes zarejestrowany w CEIDG i wszystko jest ok, to niczego nie muszę zmieniać. 

W Polsce mamy ponad 3 mln zarejestrowanych jednoosobowych działalności gospodarczych. W przeważającej mierze są to dwupokoleniowe biznesy rodzinne.

A więc dziś historia nr 1

Młody Przedsiębiorca to najczęściej przedsiębiorca rodzinny. Biznes jaki prowadzi jego rodzina, od zawsze był obecny w jego życiu. Razem z ojcem i rodzeństwem razem prowadzą firmę. Zatrudniają około 50 osób. W firmie pracuje również mama Młodego Przedsiębiorcy.

Biznes oczywiście oparty jest na założonej przez ojca działalności gospodarczej, na początku lat 90 tych. Po drodze nigdy nie było większych zawirowań. Wszyscy cenią sobie swobodę prowadzenia takiej działalności, zwłaszcza przepływów pieniężnych. Nie martwią się podwójnym opodatkowaniem.

Młody Przedsiębiorca przeczytał gdzieś w internecie, że w razie śmierci ojca, cały biznes stanie. Firma praktycznie przestanie istnieć.

Próbuje o tym z ojcem rozmawiać, sam szuka więcej informacji. Czuje niepokój, że przecież, w każdej chwili podstawa funkcjonowania całej rodziny a także 50 innych rodzin pracowników może legnąć w gruzach.

Mija trochę czasu, pierwszy stres opada.

Ojciec nie chce rozmawiać o żadnych spółkach. „Przecież jest dobrze tak jak jest.” Wszystko wraca do normy. Czasem tylko, jak ojciec zmęczony narzeka na serce, Młody Przedsiębiorca znowu czuje niepokój, ale odgania go skutecznie przywołując słowa ojca. „Jest dobrze tak, jak jest.”

Czy ta historia wydaje Ci się znajoma?

Zastanówmy się, co może pójść nie tak w przypadku śmierci przedsiębiorcy. Odpowiedź brzmi, że prawie wszystko.

  1. umowy z pracownikami wygasają, w firmie bazującej na pracy 50 osób, raptem nie ma kto pracować, cały zakład stoi,
  2. jeżeli nie ma ustanowionego pełnomocnika do konta bankowego na wypadek śmierci – dostęp do rachunków bankowych zostaje zablokowany,
  3. rodzina Młodego Przedsiębiorcy wraz z 50 innymi rodzinami traci możliwość uzyskania dochodu.

To są te najbardziej dotkliwe skutki.

Oprócz tego, pół biedy jeżeli po śmierci przedsiębiorcy znani są wszyscy spadkobiercy i nie ma wśród nich niezgody co do działu spadku. Wtedy można dość szybko uregulować dziedziczenie u notariusza.

Gorzej jak spadkobiercą są osoby nieznane z miejsca pobytu bądź skłócone.

A wystarczyło wcześniej pomyśleć o tym, żeby założyć jakąś formę działalności, która sama w sobie stanowi osobny byt prawny. Jest to każda spółka osobowa lub spółka kapitałowa.

Spółka cywilna sprawdzi się jak będzie wspólników więcej niż 2 w przypadku śmierci jednego z nich, więc znowu życzeniowo zakładamy, że tylko jednemu coś się może stać.

Czy to musi być spółka z o.o.?

Jeżeli ryzyko biznesu jaki prowadzisz nie jest duże, nie musisz od razu myśleć o spółce z o.o. Nawet dobrze skonstruowana umowa spółki jawnej, daje Ci, jeżeli nie spełniasz przesłanek do prowadzenia pełnej księgowości, swobodę dysponowania środkami porównywalną z działalnością gospodarczą. Nie masz podwójnego opodatkowania i możesz w umowie spółki postanowić co stanie się z wkładem wspólnika w razie jego śmierci.

Chodzi o to, żeby cały biznes i bezpieczeństwo finansowe Twojej rodziny nie zasadzało się na życiu jednej osoby.

I co teraz zrobisz?

Nie,nie chciałam Cię straszyć. No może trochę.:)

Przede wszystkim, mam nadzieję, że zmotywowałam Cię do działania.

Pamiętaj, że na początku każda zmiana wydaje się obca i groźna. Może wydawać Ci się, że nad nią nie zapanujesz. Tylko, że lepiej jest ubiec kryzys, który opisałam wyżej, który sparaliżuje firmę, niż oszukiwać się, że to się nigdy nie wydarzy.

Jeżeli boisz się wykonać pierwszy ruch, to wyjścia masz dwa:

I. Możesz przyjść 25 stycznia br. na 9:15 do łódzkiego Business Linku, żeby dowiedzieć się wszystkiego czego potrzebujesz aby podjąć decyzję o założeniu sp. z o.o.

Tu kupisz bilet i dowiesz się szczegółów: https://zakladamspzoo10pytan.evenea.pl/

A potem, jak już podejmiesz decyzję, że chcesz ją założyć, to możesz spotkać się ze mną jeszcze dwa razy na warsztatach: 22.02 i 22.03. Będziemy wtedy mówić o praktycznych aspektach prowadzenia sp. z o.o. Co kiedy gdzie w jakim terminie trzeba składać. Wyposażę Cię we wzory protokołów z praktycznymi komentarzami, tak żebyś miał podręcznik-pomocnik co robić dalej.

https://prowadzespzoo.evenea.pl/ – 22 lutego 2018

Natomiast 22 marca zajmiemy się osobistą odpowiedzialnością zarządu w spółkach z o.o.,tak żebyś wiedział co zrobić, żeby do tego nigdy nie doszło.

https://art299ksh.evenea.pl/ 22 marca 2018

II. Możesz też wykupić wszystkie 3 szkolenia naraz – tylko do 24 stycznia 2018 roku:

https://pakietdlaspzoo.evenea.pl/ – tu znajdziesz bilety.

Co zyskujesz?

  • poradę prawną wliczoną w cenę pakietu szkoleń
  • 20% zniżki na dalsze szkolenia do końca 2018 roku
  • oszczędzasz prawie 200 zł

Zatem – do dzieła! 🙂

Pomogę Ci podjąć odpowiednią dla Ciebie decyzję.

 

 

Logo i prawa majątkowe autorskie. Zanim zlecisz wykonanie logo agencji reklamowej.

Magdalena Bojaryn        08 stycznia 2018        2 komentarze

Jeżeli tu zaglądasz to wiesz, że na blogu piszę o umowach w aspekcie biznesowym. To co piszę ma Ci posłużyć przy prowadzeniu Twojego biznesu.

W mojej pracy jako radcy prawnego, w prowadzeniu firmy często stykam się z praktykami, które nie są bezpieczne dla przedsiębiorcy, a mimo tego funkcjonują w praktyce.

I dziś będzie o przeniesieniu praw majątkowych do dzieł, które są objęte prawami autorskimi. Najczęściej dotyczy to stworzenia logo, projektów wizytówek, papieru firmowego, wizualizacji biznesowej, stron www, projektów ulotek i innych materiałów.

Jaka jest praktyka?

Otóż okazuje się, że powszechną praktyką w agencjach reklamowych jest dzielenie ofert na przygotowywanie projektów graficznych wraz z przeniesieniem majątkowych praw autorskich i bez tego przeniesienia. Czasem oferty te różnią się ceną.

Z punktu widzenia zamawiającego logo, oferta bez przeniesienia praw jest całkowicie bezużyteczna. Dlaczego? Bo jeżeli nie zadbasz o przeniesienie praw autorskich w umowie na piśmie, to projekt takiego logo możesz sobie co najwyżej schować do szuflady. Ewentualnie, co jakiś czas na niego spoglądać.

Zgodnie z prawem autorskim nie masz do niego żadnych praw. Za to wszelkie prawa autorskie majątkowe na twórca „Twojego” logo.

No właśnie, czy w takim przypadku logo w ogóle jest Twoje?

Co więcej, agencje reklamowe stosujące praktyki tworzenia dzieł bez przeniesienia praw majątkowych autorskich nie robią żadnych problemów swoim klientom jeżeli Ci, bez posiadania praw do projektów wykonanych przez agencję, z nich korzystają.

Teoretycznie, agencje mogłyby od takich klientów żądać dodatkowego wynagrodzenia a także odszkodowania za używanie ich dzieł wbrew prawu autorskiemu.

Tak się również nie dzieje. Więc po co ta praktyka?

Sądzę, że ma ona ułatwiać życie agencjom. Słyszałam takie wytłumaczenie tej praktyki. Ponieważ przeniesienie majątkowych praw autorskich pozbawia agencję możliwości korzystania z tych praw, to agencjom wygodnie jest tego nie robić.

Jeżeli przeniesienie praw nie jest całkowite bądź licencja na używanie jest niewyłączna, daje to wykonawcom możliwość dublowania pomysłów, pomimo, że w praktyce w tej samej branży może być to dla klienta niebezpieczne.

Czytaj poniżej dlaczego.

Jak powinna wyglądać umowa o przeniesienie praw majątkowych autorskich?

Jeżeli zlecasz firmie zewnętrznej przygotowanie projektu logo, ważne są następujące kwestie:

  1. zapewnienie oryginalności dzieła, tak, żeby nie okazało się, że projekt logo łudząco przypomina już funkcjonujące na rynku znaki towarowe; dlaczego to takie ważne? bo może ściągnąć na Ciebie zarzut czynu nie uczciwej konkurencji, a także doprowadzić do zakazu używania logo; warto więc sprawdzić co w Twojej branży już funkcjonuje w obrocie, tak aby Twoje logo rzeczywiście było oryginalne;
  2. oryginalność znaku bezpośrednio przekłada się na Twoje możliwości rejestracji znaku towarowego w urzędzie patentowym; zanim zlecisz rejestrację znaku sprawdź czy nie ma już zarejestrowanego podobnego znaku; zaoszczędzi Ci to czas i pieniądze;
  3. umowę o przeniesienie majątkowych praw autorskich zawrzyj na piśmie – tylko taka będzie ważna i skuteczna; zadbaj o właściwe określenie tzw. pól eksploatacji czyli zakresów w jakich będziesz mógł używać swojego logo;
  4. w przypadku dzieła, co do którego jest prawdopodobne, że będziesz chciał modyfikować w przyszłości (np. ulotka, strona www), zadbaj o zastrzeżenie takiego prawa dla Ciebie w umowie;
  5. jeżeli chcesz mieć możliwość modyfikacji dzieła zadbaj o to, żeby pliki, które agencja Ci przekaże nadawały się do modyfikacji; najpewniej plików źródłowych nie otrzymasz, ale możesz otrzymać formaty, z których będziesz mógł skorzystać; chodzi o to, żeby nie wiązać się z tylko z jedną agencją; nie wiesz na początku współpracy czy będziesz z nich zadowolony, warto więc zwrócić uwagę na tą kwestię, żeby nie zamknąć sobie drzwi.

Jeżeli nie wiesz jak sformułować umowę o przeniesienie majątkowych praw autorskich, tak aby zabezpieczała Twoje interesy zawsze możesz do mnie napisać.  Chętnie pomogę.

 

Początek roku to dobry czas na wdrażanie zmian w firmie. Nie chodzi o działanie dla samego działania. Na to szkoda energii i czasu. Mam dla Ciebie, nic nie kosztujące, sposoby na szybszą windykację w Twojej firmie, które możesz wdrożyć od razu. A jeżeli nie będziesz wiedział jak, możesz skorzystać z mojej pomocy.

Najpierw posłuchaj historii jednej z firm. Możliwe, że zabrzmi dla Ciebie znajomo.

Przedsiębiorców różnej wielkości i różnych branż obsługuję od ponad 13 lat. Jedna historia bardzo często się powtarza, zwłaszcza w dynamicznie rozwijających się biznesach. Jest to brak pełnej lub prawidłowej dokumentacji przy zawieraniu umów, co w razie opóźnień w płatnościach ze strony kontrahentów, rodzi konkretne problemy z odzyskaniem pieniędzy. Bardzo je opóźnia, a nawet uniemożliwia ich windykację.

Jeden z moich klientów, uzyskał korzystny dla siebie wyrok w pierwszej instancji, w postępowaniu gospodarczym. Wcześniej, sąd wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, ale dłużnik (pozwany) złożył sprzeciw od nakazu zapłaty. Nakaz więc stracił moc i sprawa została przesunięta do postępowania zwykłego.

Sprzeciw złożony przez pozwanego nie był merytoryczną polemiką z pozwem i nakazem zapłaty. Nie zawierał żadnych argumentów mających świadczyć o tym, że zapłata za faktury się nie należy. Był jedynie przeciąganiem postępowania sądowego i chęcią odroczenia egzekucji w czasie.

Co prawda, we wrześniu 2016 roku wprowadzono art. 148 [1] do kodeksu postępowania cywilnego umożliwiający sądowi wydanie wyroku poza rozprawą. Jest to możliwe, „gdy po złożeniu przez strony pism procesowych i dokumentów, w tym również po wniesieniu zarzutów lub sprzeciwu od nakazu zapłaty albo sprzeciwu od wyroku zaocznego, sąd uzna – mając na względzie całokształt przytoczonych twierdzeń i zgłoszonych wniosków dowodowych – że przeprowadzenie rozprawy nie jest konieczne.”

Czyli w sytuacji kiedy sprzeciw od nakazu zapłaty nie zawierałby żadnej merytorycznej polemiki mogącej obalić twierdzenia pozwu, to Sąd mógłby na posiedzeniu niejawnym rozpatrzyć sprawę. Bez wyznaczania rozprawy. Na pewno oszczędzałoby to czas.

Jak wprowadzono tą zmianę to uznałam, że to świetny pomysł. Potem pomyślałam, że będzie to przepis martwy. A to z tego względu, że sąd będzie się bał naruszenia zasady kontradyktoryjności i dawania na tacy pozwanemu argumentów do apelacji.

I miałam rację! Na razie, pomimo tego, że w kilku postępowaniach, w których brałam udział jako pełnomocnik, Sąd mógł zastosować art. 148 [1] kpc, to jednak tego nie uczynił. A szkoda. Możliwe, że z czasem to się zmieni. Na razie nie ma odważnych.

We wspomnianym wyżej kazusie, pozwany złożył od prawomocnego wyroku apelację, z brakami. Nie uzupełnił ich. Została więc odrzucona, co on oczywiście zażalił. Obecnie od 1,5 roku, pomimo braku merytorycznych argumentów dotyczących samego pozwu i wyroku, klient nie może odzyskać pieniędzy. Na podstawie nieprawomocnego wyroku nic może zrobić.

Szkoda, że wraz z postępowaniem gospodarczym w kpc zlikwidowano przepis, który nieprawomocnemu wyrokowi w postępowaniu gospodarczym dawał moc tytułu zabezpieczenia. Wierzyciel mógł więc udać się do komornika celem zabezpieczenia roszczenia, czyli efekt jest taki jak teraz posiadanie przez wierzyciela nakazu w postępowaniu nakazowym.

Czy powyższy scenariusz stał się również Twoim udziałem? Czy musiałeś czekać prawie 2 lata na uprawomocnienie się wyroku, bo pozwany przedłużał postępowanie? Czy skończyło się to bezskuteczną egzekucją?

Zastanówmy się więc, co możesz inaczej zrobić już na etapie zawierania umowy, tak aby polepszyć swoją sytuację w przyszłości.

Generalnie, powinieneś dążyć do tego, aby dokumenty, jakie posiadasz odnośnie zawartej umowy dawały Ci możliwość uzyskania nakazu w postępowaniu nakazowym. O tym dlaczego jest to korzystne przeczytaj w moim wcześniejszym wpisie.

  1. Przede wszystkim, zadbaj przy dostawie towaru o podpis osoby upoważnionej do reprezentowania klienta na fakturze. Dzięki temu będziesz dysponować „rachunkiem zaakceptowanym przez dłużnika”, co da Ci możliwość uzyskania nakazu w postępowaniu nakazowym.
  2. Ponadto, jeżeli dłużnik nie kwestionuje na etapie polubownym obowiązku zapłaty, uzyskaj uznanie długu od dłużnika. Jeżeli dłużnik chce się zadeklarować, że zapłaci za dwa miesiące. Niech tak zrobi. Na piśmie. Ciebie jako wierzyciela to nie wiąże, a masz w ręku uznanie długu. Kolejny argument, żeby uzyskać nakaz w postępowaniu nakazowym.
  3. Jeżeli transakcje, które zawierasz opiewają na większe kwoty zastanów się, czy nie warto wprowadzić do swojej firmy zabezpieczeń takich transakcji w formie weksla. Weksel jest również podstawą do uzyskania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym, i co więcej, nawet jak nakaz taki się nie uprawomocni to możesz z niego windykować przez komornika. Jeżeli chcesz wiedzieć więcej napisz do mnie.
  4. Zadbaj o pełną dokumentację dotyczącą umowy. Jeżeli będziesz miał: a) dokument potwierdzający zawarcie umowy – to nie musi być typowa umowa na piśmie, to może być odpowiedniej treści formularz zamówienia potwierdzony przez Twoją firmę, b) potwierdzenie, że dostarczyłeś towar do dłużnika, c) potwierdzenie odebrania faktury przez dłużnika to również będziesz mógł ubiegać się o wydanie przez sąd nakazu w postępowaniu nakazowym.

Jak widzisz, możliwości jest wiele. Żadna nie wymaga nakładów finansowych, jedynie zmiany procedury postępowania.
Możesz zastosować kilka powyższych sposobów. Możesz też zastosować jeden. Tylko jeden wystarczy, żeby móc w sądzie uzyskać lepszy dla wierzyciela nakaz.

Zwiększysz w ten sposób swoje szanse na odzyskanie pieniędzy.

Uniemożliwisz dłużnikowi ucieczkę z majątkiem.

Zablokujesz jego aktywa w postępowaniu zabezpieczającym.

Jeżeli chcesz wiedzieć jak przygotować dokumenty pod skuteczną windykację – napisz do mnie.

Możemy wspólnie opracować najlepszy scenariusz dla Twojej firmy, tak aby w roku 2018 windykacja była Twoim najmniejszym biznesowym problemem.

Otrzymałam dzisiaj uzasadnienie wyroku Sądu I instancji, w sprawie gospodarczej, gdzie Sąd tylko częściowo przyznał rację mojego klientowi, co do żądania pozwu.

Sąd uznał, że umowa w zakresie nakładania na drugą stronę kar umownych jest nieważna, ponieważ narusza w znaczny sposób zasadę równości kontraktowej i tym samym godzi w zasadę swobody umów.

Sąd uznał postanowienia dotyczące kar umownych za nieważne z następujących powodów:

  1. kary umowne zostały zastrzeżone tylko i wyłącznie na rzecz jednej ze stron (na rzecz powoda)
  2. w umowie były postanowienia, które powodowały, że tylko jedna ze stron (powód) mógł rozwiązać umowę, co z kolei powodowało możliwość nałożenia na stronę przeciwną obowiązku zapłaty kary umownej
  3. brak słuszności kontraktowej w zakresie wysokości kar oraz okoliczności ich żądania: chodzi o zasadność obciążeń kontraktowych po obu stromach.
  4. przewaga formalna i organizacyjna powoda (duża spółka akcyjna) nad pozwanym (jednoosobowa działalność gospodarcza),
  5. sformułowanie postanowień umowy w sposób skomplikowany w dużą ilością odesłań, co powoduje, że umowę trudno zrozumieć.

Ryzyko związane z powództwem mój klient znał. Wiedział jaką umowę ze swoim klientem zawarł i wiedział, że jest ona jednostronna.

Co więcej, ktoś tą umowę dla mojego klienta wcześniej przygotował, a klient – do czasu – był przekonany, że umowa jest dobra i w jego interesie, bo w tak dużym stopniu bo chroni jego biznes.

No właśnie. Klient miał okazję się przekonać, że w praktyce okazało się, że umowa wcale nie chroniła jego interesów. W efekcie, zlecił mi audyt umowy, który polegał również na wyrównaniu proporcji stron. Dzięki temu klient zyskał umowę, która ma szanse funkcjonować długo w biznesie bez zarzutów nieważności.

Podsumujmy więc, dlaczego nie warto zawierać jednostronnie korzystnych umów o bardzo skomplikowanym brzmieniu.

  1. nawet jeżeli Twój kontrahent nie przeczyta umowy do końca i ją zawrze, to możesz być pewien, że zawrze ją tylko raz, chcemy przecież współpracować z kimś, kto bierze nas pod uwagę, a nie wykorzystać okazję,
  2. nawet jeżeli jakieś zobowiązania nie są ujęte w umowie, to i tak są przepisy ogólne (kodeks cywilny) lub szczegółowe (np,. prawo autorskie, prawo budowlane), gdzie pewne zasady obowiązują niezależnie od tego, czy je do umowy włożysz czy nie; widziałam kilka umów, gdzie zobowiązania jednej ze stron było jednozdaniowe, a drugiej w postaci całych litanii; efektem oceny takiej umowy przez sąd może być właśnie stwierdzenie jej nieważności,
  3. jeżeli umowa jest równoważna i zrozumiała ułatwia proces negocjacji, jak pokażesz drugiej stronie umowę, która bierze pod uwagę również jej interesy będzie Ci łatwiej wynegocjować to na czym Ci naprawdę zależy, na zasadzie win – win, w ten sposób budujesz biznes na wspólnych wartościach i rzeczywiście będziesz robić biznes, a nie zastanawiać się czy i jak druga strona będzie chciała się wyplątać z umowy.

Mam nadzieję, że przekonałam Cię do tego, że branie w umowie interesów drugiej strony pod uwagę to nie oznaka słabości, ale siły. Pokazujesz, że wierzysz w to, że Twój produkt/usługa jest dobry/a i dajesz rękojmię, że ją dobrze wykonasz. Zabezpieczenia w umowie stosujesz adekwatnie do ryzyka – wtedy łatwo uzasadnić np. wysokość kar umownych albo wyłączenia odpowiedzialności.

Przykład. Jeżeli pośredniczysz przy zakupie np. dużych maszyn drukarskich i dla swojego odbiorcy nabywasz od sprzedawcy tą maszynę, aby potem ją odsprzedać. Jest to towar używanym sprawdzony przez odbiorcę, to nie będzie problemu, żeby wyłączyć odpowiedzialność z rękojmi. Towar jest używany, a wcześniej sprawdzony przez kupującego.

Natomiast jeżeli zaproponujesz wyłączenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi jak sprzedawca i producent towaru, nikt nie potraktuje Ciebie poważnie. Pierwsze co pomyśli Twój potencjalny klient, to że Twój towar jest kiepskiej jakości. Pisałam kiedyś o tym we wpisie „Nie czytałeś, nie podpisuj.” Negocjowałam z jedną z dużych firm umowę, gdzie był zapis o całkowitym wyłączeniu odpowiedzialności tej firmy, za to co robiła. Postanowienia zmienić nie chciała, umowy nie podpisałam. Jakoś nie lubię robić interesów, z kimś kto się na tyle boi czy coś zrobi dobrze, że na wszelki wypadek umywa ręce.

Czy gdybym w umowie z Tobą napisała Ci, że nie biorę odpowiedzialności za to co dla Ciebie napiszę i zrobię, chciałbyś ze mną współpracować?

Często u przedsiębiorców, po tym jak ktoś ich w biznesie oszukał, albo jak dużo stracili przez brak umowy albo przez umowę niedopasowaną do ich biznesu, obserwuję „zbrojenie się” ponad miarę pt. „Teraz już nikt mnie nie oszuka.” I powstaje potem umowa i zasady współpracy, które nie służą wcale biznesowi. W efekcie mogą nawet doprowadzić do jego zamknięcia.

Świat sprzyja odważnym.

 

 

Gdzie prawnicy szukają wiedzy?

Magdalena Bojaryn        12 listopada 2017        2 komentarze

Jakiś czas temu pisałam o tym, że nie warto, abyś nie radził się w sprawach prawnych dr. Google. O tym za co płacisz prawnikowi i czy wstydzisz się przyjść do prawnika, pisałam we wcześniejszych wpisach.  To dotyczy sytuacji kiedy nie jesteś prawnikiem i z tego powodu, nie jesteś w stanie zweryfikować tego co znalazłeś.

Możesz sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc.

A co jeżeli prawnik ma wątpliwości co do tego jak rozwiązać dany problem? Czy wiesz gdzie szuka informacji?

Myślę, że nie jestem w tym odosobniona i że schemat w większości przypadków jest bardzo podobny,

  1. pierwsza weryfikacja co do sposobu rozwiązania problemu to moja głowa i doświadczenie i odpowiedź na pytanie czy wiem jak dany problem rozwiązać. Jeżeli mam wątpliwości, czytam komentarz i patrz pkt. 2 i 3)
  2. jestem zdania, że nie trzeba wywarzać otwartych drzwi, więc konsultuję sprawę z moją wspólniczką oraz
  3. szukam informacji w internecie, głównie na blogach, albo idąc do konkretnej strony, albo trafiając i tak na bloga z weblexa 🙂 bo tak się dobrze pozycjonują 🙂

Tym sposobem, ogromną pomoc dostałam z wiedzy zgromadzonej na blogu radcy prawnego Moniki Markisz podatki-dla-prawnika.pl

Podatki to nie jest moja najmocniejsza strona, więc jak potrzebuję wsparcia w tym zakresie dla spraw swoich klientów, korzystam z pomocy specjalistów.

Monika Markisz przygotowywała też opinię prawną dla jednego z naszych klientów dot. cen transferowych.

Prywatnie też korzystałam z bloga Moniki Markisz weryfikując spadkową sprawę w mojej rodzinie. Tym przyjemniej jest współpracować z Moniką, bo jest to przesympatyczna i pomocna osoba 🙂

Kiedyś miałam też nietypową sprawę związaną z upadłościami. Jest to materia bliższa mi niż podatki, jednak przypadek klienta był na tyle nietypowy, że utknęłam. Chodziło o zabezpieczenia z umowy najmu, w sytuacji kiedy najemca ogłosił upadłość.

Szukając mojego nietypowego przypadku w internecie natknęłam się na bloga adwokata Wojciecha Piłata. Dzięki niemu dotarłam do ciekawych informacji praktycznych, bo mecenas Piłat ma wieloletnie doświadczenie w zakresie upadłości. Dlatego mam prawie 100% pewność, że szukając jakiegoś zagadnienia, prawie na pewno znajdę ten temat u niego na blogu.

Co więcej, w tej jednej konkretnej sprawie, w której szukałam pomocy, mecenas znalazł dla mnie czas, żeby podyskutować na nurtujący mnie temat!

Często zaglądam też na bloga rzecznika patentowego Mikołaja Lecha. Przeważanie szukam bardziej praktycznych informacji dotyczących ochrony znaków towarowych, którymi mogę pomóc sobie w pracy, a także konsultując kwestie, co do których po prostu mam wątpliwości.

Świetne jest to, że mogę wybrać w jaki sposób zapoznać się z danym tematem bo Mikołaj Lech publikuje w postaci podcastów i filmików.

Wszystkich moich czytelników, którzy szukają odpowiedzi na pytania podatkowe polecam Monikę Markisz. Tych których nurtują kwestie upadłościowe, niech zajrzą na blog mec. Wojciecha Piłata. A ci, którzy zastanawiają się czy i jak chronić swoją markę dobrze zrobią korzystając z praktycznej wiedzy na blogu Mikołaja Lecha.

Polecam! 🙂